wtorek, 28 lutego 2017

Kilka słów o solariuszu

Kilka słów o solariuszu

Jako, że u mnie nowy rok, to bardziej nowy cykl solarny, a właśnie niedawno miałam powrót Słońca na urodzeniową pozycję, to pokusiłam się o małe podsumowanie i refleksję. Mój Guru (jeśli to nie jest oczywiste dla wszystkich, to moim Guru jest Jarosław Gronert :) ) mówi, że przed urodzinami Słońce jest bardziej dwunasto-domowe, refleksyjne, więc warto poświęcić ten czas na autoanalizę, podsumowania, rachunek sumienia. Przed urodzinami naszło mnie by coś napisać, ale długo zwlekałam z publikacją, więc dopiero teraz się dzielę.

Solariusz jest to technika predykcyjna opierająca się na powrocie Słońca w to samo miejsce, w którym znajdowało się w dniu urodzin danej osoby. Planety zawsze wracają na te same miejsca. Ich cykliczne ruchy mnie fascynują, dlatego uwielbiam badać horoskopy powrotów Marsów, Wenus, Merkurych, a nawet Jowiszów i Saturnów. Nasza rzeczywistość opiera się na tajemniczym, harmonijnym ładzie: wszystko ma swoje cykle. Od banalnych jak pory roku, po cykle mensturacyjne, czy cykle powtarzających się zaćmień. To jest tak oczywiste, że nie wiem co tu można nawet dodać.
Dlaczego warto sprawdzać solariusz?
  1. Wiadomo dzięki niemu, w jakiej sferze możemy najwięcej osiągnąć, a co sobie odpuścić.
  2. Dostrzegamy czy to dobry rok na związki, czy może lepiej poświęcić ten czas na rozwój osobisty i podróże.
  3. Możemy uniknąć pewnych sytuacji, albo przynajmniej się na nie lepiej przygotować.
  4. Czasem wyłapiemy rok krytyczny, w trakcie którego należy bardziej zwrócić uwagę na zdrowie.
Z jednej strony mój solariusz 2016/2017 jest dosyć Marsowy (wł. asc w ścisłej kwadraturze ze Słońcem), z drugiej nie da się nie wziąć pod uwagę mocnego domu dziesiątego, gdzie mamy Wenus w koniunkcji z Plutonem i Merkurym. Ale zamiast patrzenia na szczegóły przejdę do syntezy. Spotkałam kilka osób, które zakłócały mi moją swobodną przestrzeń i wprowadziły w moje życie chaos (Mars w VII kwadrat Słońce XI, ale i Uran z Plutonem). Jedna z tych osób stała się stalkerem (dosłownie!) i było to naprawdę niemiłe doświadczenie (gdy ktoś wyrywa ci zakupy i się z tobą szamocze na środku ulicy, to nie jest to ani trochę miłe). Druga to nawet gorzej, więc nic nie powiem (Wenus-Pluton, Słońce-Mars, Uran). Na szczęście Słońce w kwadraturze z Marsem to waleczność, umiejętność obrony i odcięcia się od tego, co szkodliwe i toksyczne. To nie negocjacje. To ostre cięcie. Mocno aspektowana Wenus się zamanifestowała ożywieniem w Wenusowej sferze. Ale tego tematu nawet nie zaczynam. Może przy innej okazji :) Solarny ascendent wypada w V domu natalnym. Także ten.
 Fajne było to, że solarna Wenus i Merkury były w ścisłej koniunkcji z moim natalnym Księżycem.
Przeszłam też duchową transformację i się uwolniłam od czegoś, co mnie mocno blokowało.Zaczął się jakiś nowy etap i czuję, że jest bardzo ok. Potwierdzają to tranzyty, progresje i dyrekcje, które też wskazywały na przemianę i głębokie uwolnienie się od czegoś, co już nie działa. W tym solariuszu widać dużą potrzebę niezależności. Słońce w XI domu, a sol. Uran robi do niego sekstyl. Solarny Jowisz robi ścisły kwadrat do natalnego Urana. To podkreśla potrzebę wolności, przestrzeni, uwolnienia się od czegoś, porzucenia schematów i kolein, które nie działają.
Wróciłam do praktyki w tradycji bon. Zmieniłam swój stosunek do tarota. Odrzuciłam tarota na pół roku, zrobiłam wielką przerwę, by się zastanowić czy to dla mnie, po co mi to, czy to działa. Znalazłam swoje odpowiedzi. Sięgnęłam do nowych technik ezoterycznych (m.in. wahadełko, astrologia indyjska, mundalna, karty klasyczne, pogłębiłam pracę ze snami, usystematyzowałam praktykę z żywiołami, tsa lungami itd.).
Moje najważniejsze projekty ciągle w toku, ale byłam bardzo mocno na tym skoncentrowana. Ukazały się jakieś moje artykuły (jako, że ten proces wydawania jest bardzo powolny, to nawet tego nie śledzę, w każdym razie dostałam kilka egzemplarzy i zaproszenie do kilku publikacji, niestety z braku czasu odmawiam). Dziesiąty dom odczuwalny. Zaangażowałam się w bycie członkiem PTA, co przy mojej saturnowej naturze zaskoczyło mnie samą. Widać z solariusza koncentrację na pracy, karierze oraz nauczaniu – miałam najlepszą grupę studentów ever (to chyba ten Jowisz w VI – praca z nimi to była przyjemność, dostałam też od nich mega pozytywny feedback). Nacisk na sferę zawodową niemal przymusowy (Pluton), więc niestety... nie miałam wakacji w tym roku.
Marsowość przejawiła się jako jogging, szczególnie w pierwszej połowie roku (nie ma to jak bieganie zimą). Później sobie odpuściłam i się rozleniwiłam troszeczkę (tr. Jowisz w trygonie do stellum rozleniwia maksymalnie). Ważna była dla mnie praca, awans, ale i przestrzeń w sferze relacji, o którą musiałam trochę zawalczyć.
Najgorszy był Neptun solarny w kwadraturze do natalnego ascendentu – odczuwalny w pierwszej połowie roku, która była Marsowa. Bo dużo mi się wtedy wydawało. A się okazało, że to tylko mi się wydaje. Nie lubię Neptuna.
Nowy solariusz 2017/2018. Mocna prawa strona, więc zapewne inni ludzie będą dla mnie bardzo ważni. Podobają mi się trygony Jowisza do Słońca i Księżyca. Mam bardzo dużo optymizmu. Nawet ta luźna opozycja Saturna z Księżycem nie wydaje się straszna. A rok solarny zaczął się super :)


Copyright © 2016 Siddhādeśa , Blogger